Kojarzycie "Koko-koko Euro spoko" w wersji Gotye? Manager Jarzębinek, autorek oryginału, zamierza podać do sądu... http://t.co/OeiuFcGY

Pokolenie dwudziestolatków socjalizm zna z filmów Barei i z rodzinnych opowieści o pustych sklepowych półkach czy corocznych wyjazdach na gwarantowane wczasy.

Napisana publicystycznym językiem rozprawa naukowa nt. późnego, postprodukcyjnego kapitalizmu. Bezlitosna dla patologii wszechobecnego marketingu.



Debata niepotrzebna. Kaczyński – Tusk, 2007

Przedwyborcze starcie w 2007 roku bezapelacyjnie wygrał Donald Tusk. Przyznają to nawet najzagorzalsi zwolennicy PiS-u. Mało kto zastanawia się jednak, jak obecny premier tego dokonał. Wygrały silne argumenty i twarde fakty, czy może polityczny teatr?

Andrzej Urbański wita widzów i zaprasza do studia premiera Jarosława Kaczyńskiego i przewodniczącego Donalda Tuska. Przed odbiornikami zasiadły miliony Polaków. Politycy pojawiają się na ekranie, a publiczność skanduje nazwisko szefa Platformy Obywatelskiej. Rozpoczyna się przedwyborcza debata. Pojedynek bezwzględnie przegrany przez Jarosława Kaczyńskiego, który spodziewał się rozliczenia swoich rządów, rozmowy o gospodarce, decyzjach, wynikach.

Krzykiem i śmiechem

Sztab Platformy miał jednak inne plany. Do pokonania Jarosława Kaczyńskiego wykorzystano publiczność i zaawansowaną retorykę. Warto zauważyć, że każda partia miała w studiu zagwarantowane miejsce dla swoich sympatyków. Na wstępie przyjrzyjmy się roli, jaką odegrali ludzie dowiezieni na debatę przez Platformę Obywatelską. Podczas wymiany zdań, trwającej nieco ponad 60 minut, publiczność wspierająca Donalda Tuska:

  • 4 razy skandowała Donald Tusk – natychmiast po pierwszym pojawieniu się polityków, podczas rozmowy i dwa razy na sam koniec debaty. Średnio raz na kwadrans.
  • 16 razy „buczała” po wypowiedzi Jarosława Kaczyńskiego. Każdy argument ówczesnego premiera punktujący słabości Donalda Tuska kwitowany był głośną dezaprobatą publiczności. Średnio raz na 3 minuty i 45 sekund.
  • 24 razy wyśmiała Jarosława Kaczyńskiego. W różnych okolicznościach, ale zwłaszcza w momentach, gdy lider PiS zaczynał mówić o osiągnięciach swojego rządu. Średnio raz na 2 minuty i 30 sekund.
  • Wielokrotnie, zwłaszcza w drugiej połowie debaty każde zapewnienie Jarosława Kaczyńskiego kwitował okrzyk z Sali: Z Samoobroną też mieliście nigdy nie wchodzić w koalicję!. Były premier kilka razy przerywał swoją wypowiedź, by wdać się w polemikę z krzyczącym z publiczności mężczyzną.

Sztab Prawa i Sprawiedliwości najwyraźniej był takim stanem rzeczy zaskoczony. Przez większość debaty sympatycy PiS-u nie rewanżowali się bowiem podobnym zachowaniem wobec Donalda Tuska. Lider PO wyśmiany został tylko raz i co znamienne – po wypowiedzeniu słów: Bardzo kocham Polskę.

Przykro mi, ale jest mi wstyd, że być może Pan nie wie

Donald Tusk swoją postawą wzmacniał wrażenie braku szacunku do Jarosława Kaczyńskiego. Tylko przez pierwsze 2-3 minuty rozmowy zwracał się do urzędującego szefa rządu per „Panie Premierze”. Gdy Kaczyński zadawał swoje pytanie do szefa opozycji, Tusk parsknął śmiechem i zaproponował mów mi Donek!. Od tego momentu Donald Tusk zwracał się do Jarosława Kaczyńskiego już wyłącznie słowami „Panie Jarosławie” bądź „Panie Prezesie”. Dzięki temu sprytnemu zabiegowi szef Platformy zdołał umniejszyć pozycję i społeczną rolę swojego interlokutora.

Ponadto, Donald Tusk przemyślnie nie odpowiadał na pytania dziennikarzy. poruszony temat, by punktować premiera. Jeśli pytanie dotyczyło polityki zagranicznej, Donald Tusk chciał wiedzieć dlaczego szefem MSZ jest Anna Fotyga. Najczęściej jednak nie pytał o konkrety, a posługiwał się pejoratywnymi epitetami do opisania sytuacji naszego kraju. Szczególnie często w wypowiedziach Donalda Tuska pojawiały się następujące zwroty i słowa:

  • Jest mi wstyd, że…
  • Jest mi przykro, gdy widzę…
  • Czy Pan w ogóle wie, że…
  • Żeby Pan wreszcie zrozumiał…
  • Może Pan nie wie…
  • Kłamstwa
  • Oszczerstwa
  • Nieprawda

Czego Donald Tusk chciał się dowiedzieć od Premiera? Pytał m.in. o wzrastającą cenę ziemniaków, kurczaków, jabłek, chleba i benzyny, wyliczając przy tym o ile procent towary te podrożały w ciągu dwóch lat rządów PiS. Warto w tym miejscu zauważyć, że ceny wymienionych produktów były w tamtym czasie znacznie niższe niż obecnie.

Mniej znanym przypadkiem jest pytanie o pensje personelu medycznego. Donald Tusk chciał wiedzieć, ile zarabia pielęgniarka po 30 latach pracy. Jarosław Kaczyński w odpowiedzi argumentował, że za jego rządów miała miejsce największa podwyżka pensji w służbie zdrowia. Te słowa publiczność skwitowała głośnym buczeniem.

1000 km autostrad rocznie

Warto przyjrzeć się także argumentom szefa PO w ich czystej postaci. Oto kilka cytatów z wypowiedzi Donalda Tuska wygłoszonych podczas debaty w 2007 roku:

Za pana rządów 2 miliony ludzi wyjechało zagranicę!

Polacy, jeśli uciekają z jakiegoś kraju, to zawsze uciekają od socjalizmu do liberalizmu.

Pan umacnia socjalizm, ręka w rękę z Andrzejem Lepperem i Romanem Giertychem. Robi Pan to już dwa lata.

Zbudowaliście 7 kilometrów autostrad, w Hiszpanii buduje się 1000 kilometrów rocznie!

To wydarzenie bez precedensu, w ciągu rządu PiS armia urzędników wzrosła o 39 tysięcy ludzi!

Tanie państwo okazało się oszustwem!

Reprezentuje Pan najdroższą władzę w Europie.

Jakby Pan, Pański brat zaczął taniej urzędować, to pieniądze na służbę zdrowia by się znalazły.

300 milionów złotych wydamy decyzją PiS-u na Kancelarię Premiera i Prezydenta!

CBA wykryło 2 razy mniej realnych afer, niż było konferencji ministra Ziobro i ministra Kamińskiego.

Pan ma obsesję na punkcie kontroli!

Dla władzy zrobi Pan z każdym wszystko.

Dlaczego tak trudno się z Panem rozmawia, dlaczego Pan zawsze chce kogoś zdominować?!

Pan był wtedy szefem PC i chodził Pan z bronią krótką. Nie wiem dlaczego do dzisiaj, nie rozumiem tego. I kiedyś spotkaliśmy się w windzie w Sejmie i Pan wyciągnął broń i powiedział: „Dla mnie Ciebie zabić, to jak splunąć”.

Pan nie zakrzyczy rzeczywistości…

Pański czas już minął, Panie Prezesie!

O sobie i o propozycjach na przyszłość Donald Tusk mówił już mniej chętnie niż o Jarosławie Kaczyńskim. Poza kilkoma porównaniami do innych krajów, zwłaszcza do Irlandii (w której lider PO był przed wyborami z 2007 roku), padły tylko dwa zdania, które można potraktować jako autopromocję i obietnicę. Ta ostatnia jest aktualna do dzisiaj. Donald Tusk powiedział:

Pan na plakacie pisze „Zasady zobowiązują”, a ja w życiu trzymam się zasad.

Będziemy się szanować i budować.

Wyszkolony przez propagandystów

Nikt nie jest ideałem. Nawet tak dobrze przygotowany szef Platformy Obywatelskiej zaliczał potknięcia. Np. wtedy, gdy stwierdził, że art. 4 Karty Praw Podstawowych zagwarantuje Polakom godne życie. Jarosław Kaczyński szybko zareagował i ironicznie pytał, jak karta może zagwarantować dobrobyt. Tusk szybko ratował się, oskarżając lidera PiS o… korzystanie z PR-owskich sztuczek:

Widzę, że przygotowali Pana propagandziści! Czuję tutaj rękę Jacka Kurskiego.

Donald Tusk wygrał debatę z 2007 roku za pomocą wyrafinowanej socjotechniki, uważnie dobranej retoryki i przemyślanego wykorzystania zasiadającej w studiu publiczności. Nie zaproponował natomiast niczego na przyszłość. Pokonał Jarosława Kaczyńskiego w pyskówce, a nie w walce na argumenty. Skutecznie zneutralizował przeciwnika, ale czy dał się poznać jako polityk z wizją? Nie mówił nic o tym, jak nasz kraj ma wyglądać za 10, 20 lat. Ten temat kompletnie go nie interesował.

Donald Tusk straszył Polaków pieniędzmi wydanymi przez Kancelarię Premiera i Kancelarię Prezydenta, by następnie wydać z publicznej kasy 290 mln zł na urzędowanie swoje  i Bronisława Komorowskiego. I to tylko w tym roku. Jednak nie o fakty chodzi w debatach, a o sposób komunikowania. Nie wygrywają predyspozycje do rządzenia, a krasomówstwo polityków.

Czy jednak taki pokaz sprawności języka jest wartościowy dla demokracji i powinien stanowić dla wyborców punkt odniesienia przy podejmowaniu decyzji nad urną? Można mieć wątpliwości…

Debata wyborcza 2007: Jarosław Kaczyński – Donald Tusk

Zobacz debatę Kaczyński - Tusk z 2007 roku

TAGI: , , , , , , , ,
RSS WPISÓW
Podobne wpisy:

Drogi czytelniku!
Polityka to dziedzina, której nieodłącznym elementem jest spór i polemika. Nie oznacza to jednak, że rozmowa o sprawach publicznych musi przybierać postać kłótni. Staraj się dyskutować zamiast obrażać, argumentować zamiast krzyczeć, przemyśleć racje interlokutora zamiast bezmyślnie im zaprzeczać. Z góry dziękuję.
  • Em

    Tak, po co komu debaty, skoro mamy billboardy i spoty wyborcze, bardzo pożyteczne dla demokracji, bo merytoryczne, nie grają na emocjach i przekazują wartościową informację o kandydatach.

    Kończąc ironię – może nie zauważyłeś, ale Kaczyński zgodził się w końcu na debatę (przynajmniej dzisiaj się zgadza, jutro może być inaczej), więc nie musisz już mu pisać usprawiedliwień.

  • http://piechula.com.pl/ Piechuła

    Cóż, wpis promowany jest pod różnymi hasłami w sieci, z nadzieją że przynajmniej komentujący internauci go przeczytają. Widzę, że te nadzieje są płonne.

    Pokuszę się więc o streszczenie: tekst to analiza sukcesu Donalda Tuska zdebaty z Jarosławem Kaczyńskim z 2007 roku. Poprzez prezentację zastosowanych technik i cytatów oddaje charakter debaty sprzed czterech lat.

    Pytanie postawione w tekście jest, mam nadzieję jasne – czy taki format debaty nam odpowiada? Czy może wolelibyśmy bardziej merytoryczną dyskusję?

    Ja wiem, że wolałbym czytać komentarze napisane po przeczytaniu artykułu, a nie tylko znalezionego w sieci linka. Ale to tylko pobożne życzenia.

  • Em

    Wpis przeczytałem łącznie z dwoma ostatnimi akapitami, w których kwestionujesz sens prowadzenia debat. Czytałem też poprzedni wpis o debatach, z tą samą bzdurną śpiewką, że debaty są niepotrzebne, a nawet szkodliwe, bo uczestnicy manipulują. Oczywiście tylko ci z PO – Tuskowi starannie wyliczasz emocjonalne i demagogiczne wypowiedzi, o Kaczyńskim ani słowa. No tak, on był pewnie w 100% merytoryczny, zawsze przecież jest. Ani słowa też o debacie nt. służby zdrowia, która była w piątek, no ale rozumiem, ona nie pasuje do teorii, więc po co się nią zajmować, strata czasu.

  • http://piechula.com.pl/ Piechuła

    Wyraźnie zaznaczam, że ten wpis jest analizą zwycięstwa Donalda Tuska w debacie wyborczej z 2007 roku. Trudno, żebym w tym miejscu pisał o Kaczyńskim. Wiem, że taka jest tendencja w PO, by definiować samego siebie w opozycji do osoby trzeciej, ale ja do tej partii nie należę.

    Nie bardzo rozumiem też dlaczego miałbym pisać – analizując debatę z 2007 roku – o spotkaniu w TVN24 sprzed tygodnia?

    Domyślam się, że ten komentarz miał na celu mnie obrazić, wyszydzić czy wypunktować, tylko po prostu nie wyszło. Cóż, może następnym razem.

  • Em

    „Wyraźnie zaznaczam, że ten wpis jest analizą zwycięstwa Donalda Tuska w debacie wyborczej z 2007 roku. Trudno, żebym w tym miejscu pisał o Kaczyńskim.”

    Jasne, Tusk pewnie debatował sam ze sobą.

    „Nie bardzo rozumiem też dlaczego miałbym pisać – analizując debatę z 2007 roku – o spotkaniu w TVN24 sprzed tygodnia?”

    Nie mówię, że miałbyś o niej pisać w tym tekście, tylko oprócz albo zamiast niego. Dlaczego teog nie robisz, tylko odgrzewasz stare kotlety? Dlatego, że w tej debacie było za mało PRu, żeby na jej przykładzie udowodnić ze debaty są niepotrzebne?

  • http://piechula.com.pl/ Piechuła

    Analiza polega na rozkładzie badanego zjawiska na czynniki pierwsze i badaniu każdego z takich elementów osobno. Analizuję tutaj wygraną Tuska i tylko tyle.

    Nie wspominam nie tylko o Kaczyńskim, ale też np. o roli dziennikarzy (a ta jest ciekawa, np. Monika Olejnik na wstępie pytała Kaczyńskiego, czy „byłby szczęśliwy, gdyby Tusk rzucił mu się w ramiona”). Tak analizuje się badane zjawisko. Uczą tego na studiach.

    Co do doboru tematów – wybacz, ale to ja będę decydował o czym piszę. Jeśli chcesz analizy spotkania, podczas którego urzędujący minister pyta polityka opozycji dlaczego upadł konkretny szpital w przysłowiowym Pcimiu Dolnym (pytanie, na które nikt, bez dostępu do ministerialnych danych, nie ma szans odpowiedzieć), to proszę bardzo – załóż bloga i dokonaj takiej analizy. Przecież nikt Ci tego nie broni.

  • Em

    „Analiza polega na rozkładzie badanego zjawiska na czynniki pierwsze i badaniu każdego z takich elementów osobno.”

    Otóż to. Każdego. Nie tylko jednego i nie tylko pod kątem zgodności z założoną z góry tezą. Wynotowanie kilkunastu demagogicznych zdań z godzinnej rozmowy i wyciągnięcie z tego jedynie słusznego wniosku, że Tusk wygrał dzięki demagogii, to nie jest żadna analiza, tylko agitka. Tak samo mógłbyś wynotować kilkanaście demagogicznych fraz Kaczyńskiego i wyciągnąć jedynie słuszny wniosek, że przegrał z powodu demagogii. Rada na przyszłość – jak chcesz robić agitki to rób je otwarcie, a jak chcesz robić analizy to rób je porządnie.

    „Co do doboru tematów – wybacz, ale to ja będę decydował o czym piszę.”

    Przecież nikt Ci tego nie broni. Pytam tylko, skąd taki wybór. Ale czuję, że się nie dowiem.

  • http://piechula.com.pl/ Piechuła

    Widzę, że nie rozumiesz (chociaż tłumaczę to na chłopski rozum już któryś raz w tym miejscu), że analizowanym zjawiskiem nie jest cała debata z 2007 roku, a jedynie metody, dzięki którym Tusk ten pojedynek tak spektakularnie wygrał.

    I nie zarzucaj mi proszę, że „wynotowałem kilka demagogicznych zdań z godzinnej (jak rozumiem – w domyśle merytorycznej) dyskusji”. Obejrzyj debatę – specjalnie zostawiłem tutaj do niej link, by takie osoby jak Ty, które najwyraźniej tej debaty albo nie widziały, albo nie pamiętają, nie stawiały tak absurdalnych i nie mających pokrycia w rzeczywistości tez.

    BTW. To chyba najbardziej jałowa dyskusja, jaką prowadziłem w tym roku. Zapytam więc z ciekawości – ile masz lat kolego?

  • Em

    „Widzę, że nie rozumiesz (chociaż tłumaczę to na chłopski rozum już któryś raz w tym miejscu), że analizowanym zjawiskiem nie jest cała debata z 2007 roku, a jedynie metody, dzięki którym Tusk ten pojedynek tak spektakularnie wygrał.”

    OK, to ja teraz zrobię analizę, dlaczego Kaczyński przegrał – wypiszę kilkanaście demagogicznych wypoweidzi i podsumuję, że przegrał przez nadużywanie demagogii. A potem w ten sam sposób udowodnię, że Tusk wygrał dzięki merytorycznym wypowiedziom albo dzięki częstemu używaniu słowa „prezes” albo dzięki mówieniu o pieniądzach – na wszystko po kilkanaście zdań się znajdzie. I wszystkie te analizy powinny być według Ciebie tak samo dobre jak ta powyższa, bo napisane tą samą metodą.

  • http://piechula.com.pl/ Piechuła

    Możesz tak zrobić, tylko to będzie kłamstwo. Bo tak po prostu nie było. Radzę jednak zobaczyć debatę z 2007 roku, potem pisać takie rzeczy.

    Już sam fakt, że nie rozumiesz, iż mówienie do oponenta po imieniu (debata Rostowski – Balcerowicz), obniżanie jego funkcji (debata Kaczyński – Tusk), czy też całkowite pomijanie przysługującego tytułu (debata Wałęsa – Kwaśniewski) to stary jak świat marketingowy trick, stosowany zazwyczaj przez stronę pełniącą mniej ważną funkcję społeczną / posiadającą gorsze wykształcenie.

    Takich erystycznych sztuczek używa się właśnie po to, by zniwelować dzielącą strony przepaść.

    Możesz mi napisać, że to sobie wymyśliłem (co robisz zresztą w zawoalowanej  formie cały czas), ale rozczaruję Cię – skończyłem studia na specjalizacji Media i Komunikacja Społeczna. Zwyczajnie się na tym znam.

  • Em

    „Możesz tak zrobić, tylko to będzie kłamstwo.”

    Aha, ale w Twoim wykonaniu to sama prawda. Kali wiecznie żywy.

    „Już sam fakt, że nie rozumiesz”

    Imputowanie rozmówcy niezrozumienia czegoś, o czym ten wcale nie mówił, to też stara jak świat sztuczka erystyczna. Podobnie jak jednostronne dobieranie przykładów, co robisz bardzo konsekwentnie (także w komentarzach), żeby stworzyć wrażenie, że socjotechnika to wyłącznie domena partii, której nie lubisz. Podobnie jak podkreślanie swoich kwalifikacji…

    „Takich erystycznych sztuczek używa się właśnie po to, by zniwelować dzielącą strony przepaść.”

    …i podobnie jak przemycanie między wierszami sugestii, że Tuska dzieliła przepaść od Kaczyńskiego i musiał ją niwelować sztuczkami. Masz pecha, ja wprawdzie studiów w tej dziedzinie nie miałem, ale też trochę wiem.

  • http://piechula.com.pl/ Piechuła

    Magistra od doktora dzieli przepaść. Przewodniczącego od premiera dzieli przepaść. To fakty.

    I nie sugeruję Ci, że czegoś nie rozumiesz – sam to pokazałeś w poprzednich postach. Ja tylko zauważyłem. Obejrzyj debatę, bo dyskusja z osobą, która nie wie o czym mówi, jest pozbawiona sensu.

    Żegnam.

  • http://mjakmilosc.ogladaj.org.pl/debata-niepotrzebna-kaczynski-%e2%80%93-tusk-2007-%e2%80%93-piechula/ Oglądaj m jak miłość » Debata niepotrzebna. Kaczyński – Tusk, 2007 – Piechuła …

    [...] Debata niepotrzebna. Kaczyński – Tusk, 2007 – Piechuła … Category: Bez kategorii | Tags: biega-tak, czego-donald, donald, faktach, ile-procent, [...]